Inne

Pszczoły i ludzie – historia współistnienia

Cześć, tu Marek, przewodnik PTTK. Dziś nie ruszamy na szlak górski, ale wędrówkę rozpoczniemy w cieniu pradawnych puszcz, gdzie przez wieki człowiek współistniał z dzikimi pszczołami. To opowieść o wspólnej drodze, pełnej szacunku, intuicji i naturalnej harmonii. To także opowieść o miodzie, który był nie tylko pokarmem, lecz także lekarstwem, walutą i symbolem dostatku.

Od bartnictwa do pasieki – historia udomowienia dzikiej pszczoły

Wyobraź sobie człowieka sprzed tysięcy lat, który wspina się po drzewie, by z dziupli ostrożnie wyjąć plastry miodu. To nie była zwykła zdobycz – to był moment uważności i pokory. Tak zrodziło się bartnictwo – pradawna forma hodowli pszczół w naturalnych barciach, wydrążonych w grubych pniach drzew. Bartnik to nie tylko zbieracz miodu – to leśny mędrzec, który znał rytm przyrody, cykl kwitnienia roślin, a nawet zachowanie dzikich rojów.

W Polsce bartnictwo rozkwitło w średniowieczu. Miód i wosk miały ogromną wartość – służyły nie tylko do jedzenia i świec, ale były też towarem eksportowym. Najwięcej barci można było znaleźć w Puszczy Świętokrzyskiej, Litewskiej i Mazowieckiej. Barcie dziedziczono jak ziemię. Bartnicy tworzyli wspólnoty, mieli własne znaki bartne, prawa i tradycje. Do dziś ich dziedzictwo można podziwiać w rezerwacie przyrody „Barania Góra”, w Bałtowie czy w Pokazowym Rezerwacie Puszczy Białowieskiej.

Pamiętam jedną ze swoich wypraw po Lasach Janowskich. Sierpniowe popołudnie, zapach żywicy, cisza. Na skraju polany siedział starszy mężczyzna z fajką. Obok niego, w pniu sosny, tkwiła stara barć. „Ojciec mój tu bartnikował. Ja też próbowałem. Ale trzeba mieć w sercu spokój. Bo pszczoła nie ufa temu, kto niesie niepokój” – powiedział, patrząc w gałęzie. „Tu się nie tylko zbiera miód. Tu się słucha lasu.” I zamilkł. Do dziś wracam myślami do tego spotkania, jak do kapliczki przy szlaku.

Z czasem, gdy puszcze ustępowały miejsca polom, człowiek przeniósł pszczoły bliżej domostw. Powstały pierwsze pasieki – najpierw kłodowe, potem koszykowe, aż wreszcie skrzynkowe i ramkowe. Choć zmieniły się techniki, sedno pozostało: troska, współpraca, podziw dla tych niezwykłych owadów. W wielu gospodarstwach do dziś przed pierwszym zbiorem miodu modli się o pomyślność i bezpieczeństwo roju. 

Jeśli chcesz zgłębić temat, polecam:

● Pasieka24 – historia pszczelarstwa w Polsce

● Muzeum Wsi Kieleckiej – bartnictwo w regionie Świętokrzyskim

● Bees for Development (UK)

● Apimondia – światowa federacja organizacji pszczelarskich

● Honeybee Conservancy (USA)

Od dzikiego drzewa po nowoczesny ul – to podróż przez wieki, przez krajobrazy i przez ludzkie serca. Dla mnie to jak przejście z kamienistego szlaku w Górach Świętokrzyskich na szeroką, nową drogę: zmienia się kształt, ale nie duch. Jak w chlebie orkiszowym z miodem – prostym, naturalnym i pełnym głębokiego smaku.

Zajrzyj ze mną do starej barci w Puszczy Jodłowej. Poczujesz, że to nie eksponat. To żyjąca opowieść. A pszczoła? Nadal wolna, pracowita i gotowa dzielić się z nami tym, co najcenniejsze – miodem i mądrością.

Pszczelarstwo w czasach zaborów – nielegalne miody i edukacja

Zabieram Cię na wyprawę nie po leśnych ścieżkach, ale przez meandry historii, gdzie pszczoła stała się symbolem oporu, zaradności i edukacji narodowej. To opowieść o miodzie, który był nie tylko przysmakiem, ale też narzędziem przetrwania i źródłem wiedzy. Będzie to podróż przez czas, gdy Polska zniknęła z map, ale nie z serc – ani ludzi, ani pszczół.

W XIX wieku, gdy ziemie polskie rozdzieliły między siebie trzy mocarstwa, tradycyjne pszczelarstwo, podobnie jak inne formy kultury ludowej, musiało zejść do podziemia. Zakazy dotyczące organizowania się, rosyjskie i niemieckie podręczniki, kontrole – wszystko to sprawiało, że prowadzenie pasieki stawało się formą cichego oporu.

W zaborze rosyjskim, w Królestwie Polskim, wielu nauczycieli i księży zakładało tajne koła pszczelarskie. Uczono tam, jak pielęgnować ule, wytapiać wosk i rozpoznawać pożytki pszczele. Równocześnie uczono języka polskiego, historii, rachunków. Miód, cichy bohater codzienności, wspierał utrzymanie rodzin i finansował działalność oświatową. Był sprzedawany na targach, często nielegalnie – jako produkt lokalny, naturalny i pochodzący z tradycyjnych pasiek.

W Galicji, gdzie panowała większa swoboda, organizowano pierwsze kursy pszczelarskie, powstawały kółka rolnicze i publikowano podręczniki w języku polskim. W 1873 roku w Nowym Sączu powstało jedno z pierwszych Kółek Pszczelarskich. Prowadzono tam szkolenia, wydawano broszury, zakładano biblioteki pasieczne. Wiedza o pszczołach stawała się pretekstem do szerzenia świadomości narodowej.

Na jednej z moich tras edukacyjnych, podczas wycieczki do Tokarni, deszcz pokrzyżował nasze plany. Schroniliśmy się w dawnej szkole ludowej. Na starym pulpicie leżał zeszyt z przepisami na „miody ziołowe” i „pyłkowe pasty wzmacniające”. Wtedy opowiedziałem dzieciom historię proboszcza z Bodzentyna, który w czasach carskich uczył dzieci czytać na podstawie starych ksiąg zawierających przepisy na nalewki miodowe. Jeden z chłopców zapytał mnie: „To naprawdę była szkoła?” A ja odpowiedziałem: „To była wolność w najbardziej słodkiej postaci.”

W tamtych latach wielu chłopów, choć niepiśmiennych, potrafiło rozpoznać znaki bartne, odczytywać kalendarz kwitnienia, rozumieć cykle przyrody. Miód uczył ich matematyki, ekonomii i cierpliwości. Edukacja szła ręka w rękę z przyrodą – bez podręczników, ale z sercem.

Dziś te ślady są wciąż żywe i dostępne:

● Skansen w Tokarni – żywa lekcja historii i pszczelarstwa ludowego

● Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu – kolekcja uli, sprzętu i dokumentów

● Polski Związek Pszczelarski – współczesna organizacja kontynuująca dzieło edukacji pszczelarskiej

● Beesource Forum – historia pszczelarstwa w Europie Wschodniej (EN)

● Bee Culture Magazine – edukacja i rozwój pszczelarstwa (EN)

● Bieneninstitut Kirchhain – naukowe centrum pszczelarskie (DE)

● Slow Food – miody regionalne jako dziedzictwo (EN)

W czasach zaborów miód był więcej niż produktem spożywczym. Był symbolem wolności, tradycji i przekazu międzypokoleniowego. Do  dziś, gdy rozsmarowuję na chlebie łyżkę miodu gryczanego, przypomina mi się, że nawet w najtrudniejszych czasach pszczoły dawały ludziom coś więcej niż słodycz – dawały siłę i sens.

Miód jako waluta i podatek – pszczoły w ekonomii wsi

Teraz opowiem Ci o czasie, kiedy miód nie tylko słodził herbatę, ale pełnił rolę monety, zapłaty i obowiązku wobec pana. To historia z czasów, gdy wiejska gospodarka opierała się na barterze, a pszczoły były równie ważne jak krowy czy zboże. Między ulem a chłopską chatą toczyło się życie, którego ekonomia była zaskakująco złożona i głęboko związana z naturą.

W średniowieczu i aż po czasy nowożytne miód był towarem luksusowym, cenionym nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Zanim pojawił się cukier z buraka cukrowego, miód był głównym środkiem słodzącym – wykorzystywanym w kuchni, lecznictwie, a także w produkcji miodów pitnych i konserwacji. Dlatego też podatek od miodu, znany jako danina bartna, był tak samo istotny jak daniny zbożowe. Był precyzyjnie liczony i egzekwowany przez królewskich urzędników.

W wielu dokumentach królewskich, takich jak przywileje lokacyjne czy rejestry majątków ziemskich, znaleźć można wpisy o „dziesięcinie z miodu” czy „daninie z barci”. Chłopi oddawali określoną ilość plastrów lub naczyń z miodem. Niekiedy płacono w wosku, równie cennym, bo służącym do produkcji świec kościelnych i dworskich. W zamian za zwolnienie z części podatków utrzymywano bartne zagrody i wspierano lokalnych bartników.

Podczas jednej z moich wędrówek przez dolinę Kamiennej zatrzymałem się u starszego gospodarza. Pokazał mi starą skrzynię, a w niej drewniany czerpak i księgę z wpisami. „To spis danin, jakie moja rodzina dawała dziedzicowi aż do końca XIX wieku” – powiedział. „Nie było tam pieniędzy, tylko: dwie kopy jaj, miara żyta i dzban miodu.” Spojrzałem na wpis z 1856 roku: „Bartnik Józef oddał trzy garnce miodu z barci przy dębie.” To nie była tylko opłata – to była forma lokalnej gospodarki, w której pszczoła miała swoje trwałe miejsce.
Na wsiach miód bywał też walutą wymienną. Wymieniano go na sól, płótno, igły, a także usługi takie jak podkucie konia, wypożyczenie wozu czy wykonanie narzędzi rolniczych. Jako produkt trwały i wartościowy, miód był idealnym środkiem rozliczeniowym w gospodarce naturalnej. Mówiło się: „Nie masz grosza? Idź po miód”.

Jako przewodnik często odwiedzam miejsca związane z tradycyjnym bartnictwem. W Rudzie Malenieckiej stoi drewniany dom z izbą bartnika, gdzie dzieci mogą dziś zobaczyć, jak wyglądała wymiana towarowa. Jedna z dziewczynek zapytała mnie kiedyś: „To pszczoły były jak bank?” – i muszę przyznać, że trafiła w sedno. Zostawiały nam złoto w plastrach, za darmo, w zamian za opiekę.

Zachęcam do odwiedzenia źródeł i publikacji poświęconych roli pszczół w gospodarce wsi:

● Biblioteka Cyfrowa UMCS – bartnictwo w Polsce i jego regulacje

● Ośrodek Dokumentacji Sztuki Ludowej – daniny i zwyczaje wiejskie

● Narodowe Archiwum Cyfrowe – skany dokumentów bartnych

● Polskie Towarzystwo Ludoznawcze – kultura ekonomiczna wsi

● International Bee Research Association (EN)

● Beekeeping Economics – FAO Reports (EN)

● European Ethnology Society – Rural Economy & Beekeeping (EN)

● Honey Money: History of Honey in Trade (EN) – Bee Informed Partnership

Dziś trudno sobie wyobrazić, że łyżka miodu mogłaby służyć jako forma zapłaty za usługę czy towar. Ale kiedyś była symbolem pracy, lojalności i codziennej troski o pasiekę. Kiedy smaruję chleb miodem z rodzinnej pasieki w Górach Świętokrzyskich, czuję, że dotykam fragmentu dawnej ekonomii, której walutą była natura i zaufanie do pszczoły.

Kobiety w pasiekach – zapomniane bohaterki wiejskiego rzemiosła

Chcę opowiedzieć Ci historię, której często brakuje w podręcznikach, encyklopediach i regionalnych muzeach. To opowieść o kobietach, które przez stulecia stały na straży uli, choć rzadko pisały kroniki. Ciche, pracowite, znające tajniki przyrody lepiej niż niejeden gospodarz. To one, zapomniane bohaterki pszczelarstwa ludowego, były sercem wielu pasiek i filarem gospodarki wiejskiej.

W ludowej tradycji kobiety odgrywały ogromną rolę w utrzymaniu gospodarstw – od uprawy roli po opiekę nad zwierzętami i pszczołami. W wielu regionach Polski to właśnie kobiety zajmowały się codzienną pielęgnacją uli: dokarmianiem rodzin pszczelich, obserwacją lotów robotnic, zbiorem propolisu i miodu. Często, gdy mężczyźni wyjeżdżali do pracy w lasach, kopalniach lub sezonowo do miast, to kobieta pozostawała opiekunką całej pasieki. Wiedza była przekazywana z pokolenia na pokolenie – ustnie, przy darciu pierza, przy wypieku chleba i podczas kręcenia miodu w ręcznych wirówkach.

Pamiętam spotkanie z panią Władysławą z małej wsi pod Opatowem. Miała 87 lat i nadal doglądała trzech uli stojących za stodołą. Kiedy zapytałem ją, od kiedy zajmuje się pszczołami, spojrzała na mnie jak na dziecko i odpowiedziała: „Od zawsze. Bo jak pszczoła nie ma kobiecej ręki, to się buntuje.” Potem podała mi kromkę z miodem i miękkim serem i nagle wszystko, co czytałem w podręcznikach o pszczelarstwie precyzyjnym, straciło znaczenie wobec jej prostoty, doświadczenia i wiary w relację z naturą.

W czasach wojny i okupacji to właśnie kobiety chroniły pasieki – przenosiły ule do piwnic, ukrywały plastry w węglarkach, wymieniały się matkami pszczelimi i pokątnie sprzedawały miód. Pszczoła stawała się symbolem przetrwania, a miód – środkiem wymiany i
lekarstwem. W wielu wsiach, jak Sromowce Niżne, Bieliny, Tokarnia czy Rudki, do dziś żywe są opowieści o „babkach bartniczkach”, które znały cykl rozwoju pszczelej rodziny lepiej niż lokalni znachorzy kalendarz księżycowy.

Na jednej z moich tras w Górach Świętokrzyskich grupa dzieci zatrzymała się przy ulu figuralnym przedstawiającym świętą. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, kto dawniej zajmował się pszczołami. Mała Zosia, ubrana w różową czapkę, nagle powiedziała: „To chyba babcia, bo mama mówi, że tylko kobiety mają cierpliwość do skrzydełek.” I coś w tym jest – cierpliwość, intuicja, czujność. Kobiety miały w oczach barwę malinowych kwiatów, a w dłoniach ciepło, które przyciągało pszczoły jak promień porannego słońca.

Warto dziś przywracać pamięć o tych kobietach i doceniać ich rolę w wiejskim pszczelarstwie:

● Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej – kobiety i tradycje pszczelarskie

● Stowarzyszenie Pszczelarzy Ziemi Świętokrzyskiej – kroniki pasiek rodzinnych

● Polki w pasiekach – reportaż KOWR

● Pszczelarstwo kobiet w kulturze tradycyjnej – IRWiR PAN

● Women and Beekeeping – FAO and Slow Food Study (EN)

● Female Beekeepers – World Beekeeping Awards (EN)

● Bees for Development – Women in Rural Beekeeping (EN)

● Beekeeper Stories – Women-led Apiaries Worldwide (EN)

Kiedy następnym razem zobaczysz ul na skraju pola albo usłyszysz szmer pracujących pszczół, pomyśl nie tylko o miodzie. Pomyśl o tych, które przez pokolenia w ciszy dbały o pasieki. Ich praca, choć skromna jak lot robotnicy, zmieniała świat – plaster po plastrze, pokolenie po pokoleniu. W ich dłoniach kryła się tajemnica harmonii między człowiekiem a pszczołą i tej równowagi warto dziś znów się uczyć.

Społeczności pszczelarskie – gildie, bractwa, zrzeszenia

Dziś zabieram Cię w podróż przez mniej znany, ale fascynujący świat wspólnot pszczelarskich – tych dawnych i tych, które trwają do dziś. To nie tylko opowieść o miodzie i ulach, ale też o wspólnocie pszczelarzy, lokalnych zrzeszeniach, zaufaniu i dumie zawodowej, która przez wieki kształtowała obyczaje, prawo i codzienne życie bartników oraz opiekunów uli.

W średniowieczu bartnik nie był samotnikiem. Przeciwnie – należał do bractwa lub gildii, które dbały o standardy rzemiosła, wymieniały wiedzę i chroniły swoje interesy. W Królestwie Polskim i na Litwie działały specjalne sądy bartne, a znaki bartne służyły nie tylko do oznaczania drzew, ale też do legitymizacji przynależności do wspólnoty pszczelarskiej. Bartnicy tworzyli społeczności terytorialne, często związane z klasztorami lub dworami, opierające się na prawie zwyczajowym i tradycji bartnej.

Pamiętam, jak podczas jednej z wypraw w Puszczy Kozienickiej, starszy pszczelarz o imieniu Jan opowiedział mi, że jego dziad był ostatnim „znakarzem” we wsi. „Zostawiał znak na barci i nikt nie śmiał jej ruszyć” – mówił. „To była umowa silniejsza niż podpis.” W tych społecznościach bartnych słowo i honor miały wagę. Spotkania bractw pszczelarskich
odbywały się przy wspólnym stole, często pod bartnym dębem – omawiano kwestie hodowli pszczół, etyki bartniczej i spraw sąsiedzkich.

Każdy nowy bartnik musiał złożyć przysięgę przy świecy z własnoręcznie zebranego wosku. To był rytuał o wielkiej mocy symbolicznej.
W XIX i XX wieku, wraz z rozwojem pszczelarstwa ramkowego i upowszechnieniem pasiek przyzagrodowych, rolę dawnych bractw przejęły stowarzyszenia, cechy i lokalne koła pszczelarzy. Powstawały przy szkołach rolniczych, parafiach i instytucjach samorządowych. Edukowały, integrowały i wspierały pszczelarzy w codziennej pracy. W mojej rodzinnej wsi w Górach Świętokrzyskich dziadek należał do takiego koła. Spotkania odbywały się w remizie, co miesiąc z prezentacjami sprzętu, próbami miodów i opowieściami o pożytkach z gryki czy lipy.

Dziś funkcjonuje wiele organizacji wspierających środowisko pszczelarskie:

● Polski Związek Pszczelarski

● Świętokrzyskie Stowarzyszenie Pszczelarzy

● Małopolskie Zrzeszenie Pszczelarzy

● Dolnośląski Związek Pszczelarzy we Wrocławiu

● Warmińsko-Mazurski Związek Pszczelarzy

● Apimondia – International Federation of Beekeepers’ Associations (EN)

● European Professional Beekeepers Association (EN)

● Beekeeping Associations – FAO Directory (EN)

● Honey Authenticity Network – Collaborative Pollen and Origin Research (EN)

Wspólnota pszczelarska to dziś nie tylko wymiana doświadczeń pszczelarzy hobbystów i zawodowców. To także wspólne zakupy sprzętu pasiecznego, organizacja szkoleń z zakresu ochrony pszczół i jakości miodu, kampanie promujące lokalne produkty oraz reprezentowanie interesów branży wobec instytucji krajowych i unijnych. To aktywna społeczność ludzi, którzy nadal wierzą, że pszczoła łączy więcej niż niejeden traktat.

Kiedy widzisz znak pszczelarski na drzwiach wiejskiej stodoły albo spotykasz się z pasiecznikiem w regionalnym stroju pamiętaj, że to nie tylko hobby. To echo wielowiekowej tradycji bartnej i solidarności środowisk pszczelarskich. Jak plaster w ulu – każda komórka ma znaczenie, a razem tworzą harmonijną całość. A kiedy zasiądziesz do kromki chleba z miodem może przypomnisz sobie, że za jego smakiem stoi nie tylko pszczoła, ale cała wspólnota, która wie, jak dbać o rój i świat.

Pasieka jako ośrodek wiedzy, opowieści i sąsiedzkiej współpracy

Teraz zabieram Cię do miejsca, które dla wielu jest po prostu skrawkiem ogrodu z ulami, ale dla mnie i dla tych, którzy znają rytm pszczelego życia, to prawdziwe centrum mądrości, tradycji pszczelarskiej, opowieści i więzi międzyludzkiej. Pasieka od wieków była czymś więcej niż tylko przestrzenią pracy. Była jak zielona biblioteka pełna dźwięków, zapachów i historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Na wsiach pasieka była miejscem spotkań – zarówno sąsiedzkich, jak i rodzinnych. Przychodziło się do pszczelarza po miód, po poradę, po chwilę rozmowy. Zdarzało się, że przy ulu załatwiano sprawy większej wagi niż w urzędzie. Tam, gdzie rosły lipy i pachniała
propolisem stara pracownia, powstawały opowieści o dawnych bartnikach, o tym, jak „pszczoły przewidziały deszcz” albo „nie puściły złodzieja z ogrodu”.

Pamiętam pasiekę mojego wujka pod Bodzentynem. Stała przy samym skraju lasu, otoczona starymi jabłoniami. W lecie, kiedy słońce chyliło się nad świerkami, siadywaliśmy z sąsiadami na ławkach i słuchaliśmy, jak bzyczące powietrze miesza się z opowieściami o dawnych pożytkach i pszczelarzach z czasów wojny. Ktoś przynosił własną nalewkę, inny placek z miodem i zanim się obejrzeliśmy, powstawał wieczór, który niósł się z dymem podkurzacza. Najlepsze były noce sierpniowe, kiedy młodzież podglądała roje, a starsi nucili pszczelarskie pieśni. To było nasze kino, nasz uniwersytet, nasze ognisko.

Pasieki często pełniły rolę lokalnych punktów edukacyjnych. Dzieci uczyły się tu nie tylko o pszczołach, ale i o szacunku do pracy, cierpliwości i obserwacji. Wiedza praktyczna łączyła się z wychowaniem środowiskowym. Do dziś działają pasieki szkolne i edukacyjne, jak te w:

● Pasiece Edukacyjnej w Lublinie

● Gospodarstwie Pasiecznym Sądecki Bartnik

● Pasiece Apilandia w Kleczy Dolnej

● Skansenie w Nowej Suchej – Pasieka Pokazowa

● BeeAware Beekeeping Center (UK)

● Canadian Honey Council – Community Apiaries (EN)

● The Bee Conservancy – Education Projects (EN)

● Honey Bee Network India – Traditional Knowledge & Learning (EN)

Pasieka to też miejsce współpracy sąsiedzkiej i wzajemnej pomocy. Gdy trzeba było odłowić rój, naprawić ul czy wytopić wosk – pomagało kilku ludzi, nie tylko właściciel. W zamian dostawało się nie pieniądze, lecz słój miodu, jajka, słowo wdzięczności. Tak tworzyła się społeczność pszczelarska oparta na wzajemności, a nie rachunku. Nikt nie liczył godzin, nikt nie mierzył zysków ,liczył się gest i obecność.
W zeszłym roku odwiedziłem pasiekę społecznościową prowadzoną przez fundację w Małopolsce. Przy jednym z uli siedziała starsza pani z wnuczką, która opowiadała jej, jak królowa pszczół składa jaja. Starsza pani skinęła głową i szepnęła: „Za moich czasów tego nie uczono. Dobrze, że pszczoły uczą teraz wszystkich.” W jej oczach była radość i wdzięczność, bo pasieka łączyła pokolenia.
Dziś, kiedy świat przyspieszył, a relacje często przenoszą się do sieci, pasieka może być tym, co nas na nowo zbliży. Miejscem, gdzie mądrość przyrody spotyka się z ludzkim doświadczeniem. Gdzie można nie tylko zebrać naturalny miód, ale i opowieść, dobre słowo, uśmiech sąsiada. Bo pszczoły uczą więcej niż biologia – uczą, jak być razem, jak troszczyć się o środowisko i o siebie nawzajem. Pasieka to przestrzeń lokalna, ekologiczna i społeczna – żywa, otwarta i potrzebna.

FAQ Najczęściej zadawane pytania – Pszczoły i ludzie: historia współistnienia

Dlaczego pszczoły są tak ważne w historii człowieka?

Pszczoły towarzyszą ludzkości od tysięcy lat – nie tylko jako źródło miodu i wosku, ale też jako nauczycielki harmonii z naturą. Uczyły nas cierpliwości, obserwacji i współpracy. Ich obecność miała wpływ na rozwój rolnictwa, gospodarki, duchowości i prawa zwyczajowego.

Czy bartnictwo to to samo co pszczelarstwo?

Niezupełnie. Bartnictwo to starsza, leśna forma hodowli dzikich pszczół w naturalnych barciach, najczęściej w pniach drzew. Pszczelarstwo wyewoluowało później i oznacza bardziej kontrolowaną, przydomową hodowlę w ulach. Oba systemy łączy szacunek do pszczół i przyrody.

Jakie były dawne formy zapłaty miodem?

Miód był przez wieki traktowany jako pełnoprawna forma podatku (danina bartna) oraz waluty wymiennej. Był ceniony przez klasztory, dwory i kupców. Często stanowił część umów sąsiedzkich, posagów czy świadczeń wobec pana.

Czy kobiety odgrywały rolę w tradycyjnym pszczelarstwie?

Tak i to ogromną. Choć przez długi czas ich rola była pomijana w źródłach pisanych, to właśnie kobiety najczęściej opiekowały się ulami, zbierały propolis i miód, leczyły rodzinę produktami pszczelimi i przekazywały wiedzę dzieciom. Dziś ich wkład jest coraz częściej doceniany i badany.

Gdzie w Polsce można zobaczyć dawne barcie i tradycyjne ule?

Polecane miejsca:

● Skansen w Tokarni (woj. świętokrzyskie)

● Rezerwat „Barania Góra” w Puszczy Augustowskiej

● Muzeum Pszczelarstwa w Swarzędzu

● Zagroda Edukacyjna „Sądecki Bartnik”

● Rezerwat Pokazowy Żubrów w Puszczy Białowieskiej (pokazowe barcie)

Czy współczesne pasieki mają nadal charakter wspólnotowy?

W wielu miejscach tak. Istnieją pasieki społeczne, miejskie i edukacyjne, które integrują społeczność lokalną, prowadzą warsztaty i budują mosty między pokoleniami. Współczesne zrzeszenia pszczelarskie są kontynuacją dawnych bractw i gildii.

Jak pszczoły mogą inspirować współczesnego człowieka?

Pszczoły przypominają nam o znaczeniu współpracy, równowagi i cierpliwości. Pokazują, że dobro wspólne można budować z pojedynczych, drobnych gestów – jak komórki plastra. Ich życie to lekcja harmonii i wzajemnego szacunku.

Pszczoły i ludzie – historia współistnienia: podsumowanie i zaproszenie

Pszczoły towarzyszyły nam od zarania dziejów. Były z nami, gdy człowiek uczył się obserwować rytm przyrody, rozumieć współzależność wszystkich istot, odkrywać smak słodyczy, która nie pochodziła z cukru, ale z pracy tysięcy skrzydeł. Od bartnictwa w puszczy, przez daniny z miodu, po wspólnotowe pasieki na świętokrzyskich wsiach – pszczoły były świadkami, ale też uczestnikami naszej historii.
Opowieść o ich obecności to nie tylko przeszłość. To także teraźniejszość i przyszłość – nasze wybory, troska o środowisko, o lokalną tradycję, o wspólne relacje. Miód nie musi być tylko dodatkiem do herbaty – może być gestem szacunku wobec regionu, natury, pracy rąk i serc.

Dlatego dziś – nie zachęcam do zakupów. Zachęcam do refleksji. Do odwiedzenia pasieki w sąsiedniej wsi. Do rozmowy z lokalnym pszczelarzem. Do podania kromki chleba z miodem dziecku, seniorowi, sąsiadowi. Do sięgnięcia po Świętokrzyski Miód Gryczany nie tylko dlatego, że jest pyszny, ale dlatego, że smakuje tym, co nasze. Niech ten miód będzie pretekstem do spotkania. Do zatrzymania się. Do wspólnej opowieści.

Marek jest wieloletnim przewodnikiem PTTK ziemi Świętokrzyskiej. Zna wiele tajemnic i historii tego przepięknego regionu. Pewnie jeszcze nie raz zaskoczy nas jakąś lokalną anegdotą.

Artykuł zewnętrzny.

Powiązane posty
Inne

Ile kosztuje położenie płytek w kuchni?

Każdy remont wiąże się z kosztami. Czasem są wyższe, czasem zmiany można nazwać…
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *